Tłumacz przysięgły to nie to samo co Certified Translator — i ta różnica może cię słono kosztować

Polskie firmy coraz częściej działają na rynku brytyjskim. Dokumenty krążą między Warszawą a Londynem, umowy wymagają tłumaczeń, urzędy po obu stronach domagają się poświadczonych przekładów. I właśnie tutaj czai się pułapka, w którą wpada zaskakująco wielu profesjonalistów: założenie, że tłumacz przysięgły i Certified Translator to dwa określenia tego samego zawodu.

Nie są.

Państwowy egzamin kontra dobrowolna certyfikacja

W Polsce tłumacz przysięgły to tytuł ściśle regulowany przez prawo. Żeby go uzyskać, kandydat musi zdać egzamin państwowy organizowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości, a następnie złożyć ślubowanie przed Ministrem. Dopiero wtedy trafia na oficjalną listę tłumaczy przysięgłych i otrzymuje prawo do poświadczania tłumaczeń okrągłą pieczęcią.

W Wielkiej Brytanii system działa zupełnie inaczej. Nie istnieje centralny rejestr państwowy ani obowiązkowy egzamin uprawniający do wykonywania tłumaczeń urzędowych. Tytuł „Certified Translator” nadaje przede wszystkim Chartered Institute of Linguists (CIOL) lub Institute of Translation and Interpreting (ITI) — organizacje branżowe, do których przystąpienie jest dobrowolne. Certyfikat potwierdza kompetencje, ale nie jest wymogiem prawnym.

Co to oznacza w praktyce?

Ta różnica systemowa przekłada się na konkretne konsekwencje. Tłumaczenie wykonane przez polskiego tłumacza przysięgłego — z pieczęcią i podpisem — jest honorowane przez polskie instytucje publiczne z mocy prawa. Kiedy jednak taki dokument trafia do brytyjskiego urzędu, np. Home Office lub HMRC, urzędnik nie ma obowiązku uznać go w tej samej formie. Liczy się to, czy tłumaczenie spełnia lokalne wymogi — a te bywają różnie sformułowane w zależności od instytucji.

Działa to też w drugą stronę. Tłumaczenie wykonane przez brytyjskiego tłumacza certyfikowangego (ang.) Certified Translator dla polskiego urzędu może zostać odrzucone, jeśli nie będzie poświadczone przez osobę wpisaną na polską listę tłumaczy przysięgłych. Sam certyfikat CIOL czy ITI nie wystarczy.

Gdzie najczęściej pojawia się problem?

Różnica boleśnie daje o sobie znać w kilku powtarzających się sytuacjach: przy tłumaczeniu aktów stanu cywilnego do rejestracji w brytyjskim urzędzie, przy dokumentach korporacyjnych (KRS, umowy spółek) kierowanych do Companies House, przy przekładach wyroków sądowych lub pełnomocnictw notarialnych, przy tłumaczeniach dyplomów i świadectw dla NARIC/Ecctis, a także przy wnioskach wizowych i dokumentach pobytowych składanych po obu stronach. W każdym z tych przypadków błędny wybór tłumacza może oznaczać odrzucenie dokumentu, konieczność ponownego tłumaczenia i — co boli najbardziej — utratę czasu.

Jak działać, żeby uniknąć kosztownych pomyłek?

Przede wszystkim: zawsze sprawdzaj wymogi konkretnej instytucji. Nie zakładaj, że jeden certyfikat działa wszędzie. Jeśli dokument ma trafić do polskiego urzędu — potrzebujesz tłumacza przysięgłego wpisanego na listę Ministerstwa Sprawiedliwości. Jeśli dokument idzie do Wielkiej Brytanii — warto wybrać tłumacza będącego członkiem ITI lub CIOL, bo wiele instytucji uznaje te certyfikaty za sygnał jakości, nawet jeśli formalnie nie są wymagane.


Artykuł został przygotowany z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji i ma charakter wyłącznie informacyjny. Nie stanowi porady prawnej, językowej ani zawodowej i nie może być traktowany jako substytut konsultacji ze specjalistą. Autor i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje podjęte na podstawie zawartych tu treści. W sprawach wymagających oficjalnych tłumaczeń lub opinii prawnej zalecamy kontakt z certyfikowanym tłumaczem przysięgłym lub radcą prawnym.

Tłumacz przysięgły a Certified Translator – kluczowe różnice